Glamour dla wszystkich Karnet

O jubileuszowym 25. sezonie orkiestry Sinfonietta Cracovia rozmawiamy z jej dyrektorem Jurkiem Dybałem.

Karnet: Proszę przyjąć gratulacje – 25. sezon to piękny jubileusz i ogromny powód do satysfakcji.

Jurek Dybał: Tak, ćwierćwiecze istnienia Sinfonietty to imponujący jubileusz ‒ szczególnie, że początki istnienia zespołu przypadły na niełatwe warunki ekonomiczne lat 90. 25 lat temu, w październiku 1994 roku, Orkiestra uzyskała miano Orkiestry Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa Sinfonietta Cracovia ‒ w dużej mierze dzięki staraniom i wsparciu Elżbiety i Krzysztofa Pendereckich. Ale historia orkiestry zaczęła się nieco wcześniej: początki jej istnienia ściśle wiążą się z powstaniem zespołu Młodzi Kameraliści Krakowscy, założonego przez wybitnych studentów krakowskiej Akademii Muzycznej. 25 lat pracy artystycznej zespołu cieszy tym bardziej, że to również i mój mały jubileusz. Od pięciu lat mam bowiem zaszczyt prowadzić Orkiestrę Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa. Już sama jej nazwa zobowiązuje, a co dopiero 25 lat historii. Cieszę się, że jako dyrektorowi udało mi się wyprowadzić Sinfoniettę z chwilowej zapaści i zwiększyć jej obecność na świecie. W ostatnich sezonach wystąpiliśmy m.in. w Japonii, Finlandii, Francji, Holandii… Graliśmy w Domu Gustava Mahlera w Czechach i w słynnych wiedeńskich salach: Musikverein oraz Konzerthaus. W ubiegłym roku odbyliśmy dwudziestokoncertowe tournée po Niemczech, a na rok 2022 mamy już zakontraktowane kolejne. Ponadto wybieramy się niebawem w jubileuszową trasę po Chinach i Korei. Do pierwszego z tych krajów zaproszono nas zresztą już po raz trzeci, a w Korei pojawimy się po raz drugi.

Nie zaniedbujecie jednak Państwo krajowych scen.

Owszem, zwłaszcza w Krakowie udało nam się wiele dokonać. Do ważnych osiągnięć należy cieszący się ogromną popularnością cykl Gwiazdy z Sinfoniettą. W jego ramach odbędzie się zresztą wielka gala stanowiąca ukoronowanie obchodów naszego jubileuszu. 9 listopada wystąpimy w ICE Kraków wspólnie z Martinem Grubingerem, obłędnym multiperkusistą, z którym mieliśmy już styczność podczas Festiwalu Beethovenowskiego w Warszawie. Ciekawym punktem tego koncertu będzie polska premiera utworu [prosiłbym o uzupełnienie tytułu utworu] prof. Krzysztofa Pendereckiego na smyczki, marimbę, perkusję i trzy flety. Nie tylko instrumentarium czyni tę kompozycję wyjątkową, ponieważ od czasu premiery przed blisko dwudziestoma laty praktycznie nie była wykonywana. Jest to zatem spory rarytas, który przywracamy do życia. A poza nim same przeboje w rodzaju Symfonii Jowiszowej Mozarta oraz łącznik pomiędzy klasyką a muzyką XX i XXI wieku w postaci Koncertu na orkiestrę smyczkową i perkusję Johna Corigliano. Nie bez powodu mówię, że uczcimy jubileusz z wielkim hukiem, tym bardziej, że w pełni wykorzystamy salę Centrum Kongresowego ICE Kraków, gdzie stanie wielki aparat perkusyjny Martina. To będzie mocne uderzenie i bardzo serdecznie zapraszam publiczność, aby była jego świadkiem.

Jakich jeszcze wydarzeń możemy oczekiwać w bieżącym sezonie?

Ponownie odwiedzi nas Rafael Payare, a więc dyrygent z absolutnej czołówki młodego pokolenia, nazywany następcą Lorina Maazela. Współpracował m.in. z Filharmonikami Wiedeńskimi i Orkiestrą Symfoniczną San Francisco, a dziś jest szefem San Diego Symphony. Payare zachwycił się naszą orkiestrą już po pierwszym kontakcie i od dwóch lat jest naszym gościnnym dyrygentem. We wrześniu otworzył nowy sezon, a w styczniu czeka nas kolejny pokaz jego umiejętności.

Planów na sezon jubileuszowy jest jednak bardzo wiele i tutaj muszę wspomnieć też o realizacji marzenia mojej młodości, czyli wykonaniu Wandy Dvořáka, utworu opartego wszak na krakowskiej legendzie. Najprawdopodobniej będzie to jego pierwsze polskie wykonanie w pełnej operowej wersji, a w roli tytułowej wystąpi wielka gwiazda, słowacka śpiewaczka Adriana Kučerová.

Kontynuujemy także cykl Muzyka bez poklasku, organizowany wspólnie z MOCAK-iem. Prezentujemy w nim muzykę XX i XXI wieku w nietypowej może formule, ponieważ pomiędzy utworami nie wolno klaskać (śmiech). Nie oceniamy kompozycji, lecz kontemplujemy je jak dzieła sztuki. Cykl ten cieszy się już sporym powodzeniem, co bardzo nas cieszy.

Nie zapominamy o dzieciach. Wprowadzony pięć lat temu cykl Sinfonietka pozostaje niezmiennie popularny. Danuta Augustyn, jedna ze skrzypaczek brawurowo wciela się w rolę Pani Sinfonietki, a jako że zabawa z najmłodszymi jest prawdziwie interaktywna, to dzieci zyskują np. możliwość komponowania. Tak powstała partytura, którą Sinfonietta wykonała i nagrała.

Naszym sztandarowym produktem jest zaś Sinfonietta Festival, który rokrocznie odbywa się w lecie. Zawsze zapraszamy na niego znakomite zespoły i solistów, a przy okazji organizujemy też konkurs kompozytorski. Nie inaczej będzie też na finiszu sezonu. Choć do tego czasu wydarzy się jeszcze sporo!

Atutem Sinfonietty jest zróżnicowany repertuar, sięgający także poza klasykę. To nie zmieni się zapewne także i w sezonie jubileuszowym?

Tak, wykonaliśmy swoisty szpagat (śmiech). Różnorodność naszego repertuaru jest odpowiedzią na to, co dzieje się na świecie, ale też na predyspozycje naszych muzyków. Praktycznie wszyscy oni improwizują, czy to w stylu jazzowym, czy barokowym, a na ostatniej edycji Sinfonietta Festival podczas clubbingu kameralnego bawiliśmy się w stylu country. Nie ma muzyki dobrej ani złej. Rossini powiedział, że muzyka może być dobra lub nudna, a my, wychodząc z podobnego założenia, gramy z muzykami jazzowymi, występujemy na festiwalu Unsound, gramy muzykę filmową lub wielkie kompozycje Pendereckiego. A wszystko to robimy uczciwie, szczerze i z zaangażowaniem. Kraków ma szczęście, że dysponuje orkiestrą odpowiadającą na potrzeby współczesnego świata.

Nie bez kozery jest pan chwalony za tchnięcie nowej energii w Sinfoniettę: udało się panu zmienić jej wizerunek jako instytucji i otworzyć ją na nową publiczność.

To także zasługa tego, że jesteśmy stale obecni w mediach społecznościowych, realizujemy spoty reklamowe, zmieniamy szatę graficzną naszej strony www… Wychodzę z założenia, że afisze koncertowe nie muszą być utrzymane wyłącznie w klasycznym lub offowym stylu. Powstają wspaniałe reklamy np. samochodów – dlaczego w podobny sposób nie reklamować orkiestry? W rozmowach z grafikami mówię więc, że nasz styl to glamour otwarty na wszystkich (śmiech). Poszerzamy krąg odbiorców, zwłaszcza że w pewnym sensie jesteśmy na pierwszej linii frontu. I uciekam się do takiej metafory, ponieważ oferta kulturalna w Krakowie jest szeroka, więc naprawdę należy walczyć o uwagę publiczności.

Pochodzi pan ze Śląska, z tym regionem związane są też początki pana kariery… W jakim z kolei stopniu czuję się pan dzisiaj Krakusem?

W ogromnym (śmiech)! Krakusem czuję się już od dawna, bo jeszcze w czasach szkolnych jeździłem regularnie z Bytomia do Krakowa. Zazwyczaj pod pretekstem wizyty u lutnika, więc mówiłem swojemu profesorowi, że znów coś mi się zepsuło w kontrabasie (śmiech). Nadal jestem też związany ze Śląskiem – nierzadko występuję z Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia w Katowicach czy bytomską Operą Śląską. Śląsk i Małopolska to bardzo różne regiony, nawet jeśli dzieli je tak mały dystans geograficzny. Ich połączenie jest kolejną z moich ambicji.

Rozmawiał Sebastian Rerak

Podziel się

Zamknij Nasz strona korzysta z plików cookies w celach statystycznych, marketingowych i promocyjnych. Możesz wyłączyć tą opcję w ustawieniach prywatności swojej przeglądarki.